| Afryka Nowaka - dzień 5-13 |
|
|
|
| Autor: Mirek Wlekły | |
| 12.12.2009. | |
|
9-17 listopada
Im dalej na południe, tym mniej drogowej cywilizacji. Znikają pobocza i wyraźne linie oddzielające pasy. Dostatnia Libia coraz częściej ustępuje miejsca piaskowemu pustkowiu. Niewiarygodna przestrzeń zapiera dech w piersiach. W życiu nie widzieli tak rozległego horyzontu. Pejzaż jak z Czerwonej Planety. Uczestnicy wyprawy śladami Kazimierza Nowaka jadą masywem górskim Dżabal Nafusa, który łukiem ciągnie się aż od Tunezji. Najwyższy jego punkt – 837 m n.p.m., rowerzyści wjeżdżają niewiele niżej - na 788. Wieje jak diabli. Tak, że chwilami trudno nawet utrzymać kierunek jazdy. Innych rowerzystów tu nie zobaczysz. Kierowcy niebezpiecznie pędzących ciężarówek szczerzą zęby na widok dziwnych przybyszy z Polski, a pasażerowie aut przez otwarte okna celują do nich fotograficznymi obiektywami. W ruinach berberyjskiego miasta w Yafran przekonują się, że jednak ktoś jeździł tu kiedyś na dwóch kółkach: Surowe warunki – noclegi na wysuszonym i spękanym piachu – łagodzi sympatyczne usposobienie tubylców. Takich jak Sudańczyk, dozorca w jednej z oaz, który przycwałował do Polaków na osiołku z niewielką kózką na kolację. - Gdy zbliża się wieczór, rozniecam wesołe ognisko z krzewów cierniowych, które mile wonieje – Polacy czytają na głos list Nowaka do żony, a pokazując jego liczne fotografie na religię Nowakową nawracają jadącego pikapem jako obstawa etapu Amida i jego libijskiego uczestnika Fadela. Ten drugi powoli się rozkręca.11 listopada jest co świętować. W przeddzień swoich urodzin po raz pierwszy pokonuje cały dzienny etap.
W piątek przejeżdżają 140 kilometrów do Sinawan. Mordercze 7 godzin na rowerze, który wraz z wypełnionymi sakwami waży 50 kilogramów. Dłuuugie zjazdy i jeszcze dłuuuuuuższe podjazdy. Radzą sobie z nimi jadąc wachlarzem jak kolarze. Im dalej na południe, tym mniej drogowej cywilizacji. Zanikają pobocza i wyraźne linie oddzielające pasy. Pustynia ma wszelkie warunki ku temu, by pozbyć się nieproszonych gości. Jak Nowak, pokornie i rozważnie ruszają więc do Gadamesu, miasta zwanego „Bramą Sahary”. - To przepiękna, 30-tysięczna oaza na pustyni – mówi dwa dni po przybyciu do niej Piotr Sudoł. – Aż roi się od zabudowań jak „Z baśni tysiąca i jednej nocy”, ciasno rozlokowanych, w cudownych kolorach. Siedzę przy jedynym źródle na terenie miasta, przede mną palma, sielankowy widok. Wokół Polaków przechadzają się poważni Tuaregowie. Skryci na pierwszy rzut oka przy bliższym kontakcie okazują się niezwykle życzliwi. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



Pustynia piaskiem malowana.
- Libia bardzo nas zaskakuje. Ludzie są przemili. Pomocni i gościnni. Cywilizacyjnie Libijczykom bliżej jest do Europejczyków niż do pozostałych mieszkańców kontynentu afrykańskiego. Paradoksalnie wydaje się, że socjalizm i kaddafizm dobrze zrobił Libii – przynajmniej na tle pozostałych państw afrykańskich –zauważa uczestnik ekspedycji Piotr Sudoł, kiedy jadąc zadbanymi drogami mija kolejne miejscowości pełne schludnych ludzi i dobrze zaopatrzonych sklepów.
Kolejna tabliczka pamiątkowa zawisła w tutejszym schronisku młodzieżowym w obecności nobliwej starszyzny, kilkudziesięciu poważnych panów, na których wielkie wrażenie wywarły zdjęcia przebywającego tu przed laty Nowaka.